Dziś rozpoczynam śmieszny temat. A mianowicie temat o waszych komputerach, którym robicie upgrade tak długo, że w zasadzie stał się totalnie innym komputerem i z pozostałych części możecie złożyć trzy inne kompy. To zjawisko jest dla mnie dość ciekawe, bo nie wiadomo właściwie, kiedy zaczyna się granica "inny komputer" - w momencie gdy wymieni się płytę główną? Czy może w momencie, jak się odetnie totalnie upgrade na parę lat i się zbuduje nowy komputer od zera?
Ja miałem taki moment, gdy nasz pierwszy PC (wcześniej siedzieliśmy na Amidze) został kolejno aktualizowany z Pentium II do Pentium III, potem do Athlona XP i... tak się zatrzymało aż do 2010, kiedy komputer był tak zmęczony, że nie został praktycznie żaden sprawny kondensator a w zasilaczu odmawiały działania nawet molexy. Stwierdziłem, że dość tego i kupiłem jakiś budżetowy laptop Sony Vaio typu "desktop replacement". Wtedy linia tego komputera się skończyła. Komputer choć miał prawie wszystkie części wymienione (poza obudową - nadal dumnie widniała na niej naklejka Pentium II
Mój obecny komputer w zasadzie też jest statek Tezeusza. W 2013 roku rozpoczął jako minimalistyczny (z powodu braku kasy) komputer z tanią mobo gigabyte, Pentiumem G3420 oraz 8GB ram. Powoli go apgrejdowałem, doszedł Radeon R7 260X, potem i5-4570. Radeon kiedyś też został zamieniony na RX 570, wymieniona została płyta główna, potem jeszcze doszedł Xeon E3 1231 v3. Po paru latach przesiadłem się na Ryzena, potem po paru latach problemów, praktycznie wymieniłem w nim prawie wszystkie części... Ale nadal żyje! Nadal zawiera ciąg tych samych plików tworzonych od 2013 a system w zasadzie reinstalowałem tylko 3 razy - nawet nie w momencie przejścia z Xeona na Ryzena
A czy Wy macie jakieś Komputero-statki Tezeusza?